
"Day i June, chcąc ratować Edena, dołączają do Patriotów.
Elektor Primo umiera. Władzę obejmuje jego syn – Anden. Kim jest? Wrogiem czy wybawcą?
Przywódca Patriotów jest pewien odpowiedzi i wierzy, że tylko krwawa
rewolucja może uratować kraj. Day i June muszą podjąć decyzję, po której
stronie barykady stanąć.
Day i June docierają do Vegas w chwili, kiedy staje się coś
nieprawdopodobnego: Elektor Primo umiera, a jego syn – Anden – przejmuje
rządy w Republice. W chwili kiedy kraj pogrąża się w chaosie, Day i
June dołączają do Patriotów. W zamian za obietnicę odnalezienia Edena
oraz przerzucenia ich do Kolonii, Day decyduje się na coś, czego unikał
przez całe życie – razem z June wezmą udział w zamachu na nowego
Elektora Primo.
Śmierć Elektora to szansa na zmiany w kraju, w którym mieszkańcy zbyt długo byli zmuszani do milczenia.
Jednak kiedy June zbliża się do Elektora, zdaje sobie sprawę, że Anden w
niczym nie przypomina swojego ojca. Dziewczyna jest rozdarta między
tym, czego oczekują od niej Patrioci, a swoim przeczuciem: A jeśli to
właśnie Anden jest nadzieją na nowy początek? Czy rewolucja nie powinna
być czymś więcej niż zemstą pełną gniewu i krwi? A co jeśli Patrioci się
mylą?"
Po przeczytaniu "Rebelianta" (recenzja tutaj) byłam bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy Day'a i June. W mojej głowie kłębiło się wiele pytań: Czy Patrioci ich przyjmą? Czy uratują Edena?
Mimo że książkę dorwałam w swoje łapki w kwietniu to dopiero niedawno miałam czas, żeby przeczytać "Wybrańca". Czy drugą część Legendy spełniła moje oczekiwania?
"Zabicie człowieka, który stoi na czele całego systemu, wydaje się niewielka cena w zamian za wywołanie rewolucji."
Narracja nadal podzielona jest pomiędzy dwójkę głównych bohaterów, co nadal uważam za bardzo dobre posunięcie ze strony Marie Lu.
Dzięki temu zabiegowi poznajemy uczucia Day'a jak i June, co bardzo ubarwia opowieść i pozwala nam poznać sytuacje, w których znajdują się bohaterowie, ponieważ przez znaczną cześć książki są rozdzieleni. Dlaczego? Tego nie zdradzę.
Akcja gna do przodu bardzo szybko.
Czytając "Wybrańca" nie możesz się nudzić, bo autorka nie daje czasu
czytelnikowi na chwile wytchnienia. Cały czas coś się dzieje! Czy to u
June, czy u Day'a mamy do czynienia z ważnymi wydarzeniami i aż trudno
się zdecydować, u którego z bohaterów chcemy "przebywać".
"Czy to możliwe, ze po tylu latach wojny rzeczywiście może zapanować pokój."
Po "Rebeliancie" moje uczucia do June były mieszane, ale po lekturze "Wybrańca" polubiłam ją bardziej. Podobało mi się to, że nie podążała ślepo przed siebie i wykonywała rozkazy Patriotów, tylko myślała i analizowała. Miała własne zdanie, mimo że inny byli przeciwko. Zaimponowała mi tym!
Day nadal jest bohaterem, którego bardzo lubię, chociaż czasami mnie denerwował, ale rozumiem go. Gdybym była na jego miejscu, postąpiłabym tak samo.
Drugoplanowi bohaterowie także są warci uwagi. Każdy z nich ma coś co może zaintrygować czytelnika. Przez cały czas miałam w głowie myśl: "Kto jest dobry, a kto zły?"
„Wynocha z mojego nieba,chłopaki!”
Niestety Marie Lu nie oszczędziła drobnych i bardzo wrażliwych serduszek czytelników. Sprawiła swoim fanom złamane serce, pełno łez (na szczęście nie tylko z powodu smutnych chwil) i jeszcze raz złamane serce! Końcówka jest bardzo zaskakująca!
W książce mamy do czynienia z kilkoma zwrotami akcji.
Dowiadujemy się o wiele więcej na temat Koloni, Republiki i Patriotów, z czego bardzo się cieszę, bo w "Rebeliancie" tych informacji było mało.
Czy coś mi nie pasowało? Nadal, w niektórych momentach występuje trochę elementów potocznego języka, ale jest go zdecydowanie mniej niż w pierwszej części.
„Przecież gardzę Republiką, prawda? Chcę, by upadła, no nie? Sęk w ty,
że dopiero teraz widzę pewną różnicę – nienawidzę praw, które rządzą
Republiką, ale sam kraj kocham. Kocham tych ludzi. Nie robię tego dla
Elektora. Robię to dla nich.”
Czy "Wybraniec" jest lepszy od "Rebelianta"? Musicie sami to ocenić. Jak dla mnie druga cześć była minimalnie lepsza od pierwszej.
Z utęsknieniem czekam na kolejną, trzecią i ostatnią część, która, jeżeli dobrze się orientuje, ma zostać wydana w lutym przyszłego roku.
Moja ocena: 8,5/10
__________________________________________________________________________________
Miała być recenzja "Pościgu", ale jest recenzja "Wybrańca".
Recenzja miała pojawić się wczoraj, bo przez orkan miałam wolny dzień, ale zanim zdążyłam usiąść do klawiatury, ale silny wiatr pokrzyżował mi plany i nie miałam prądu przez cały dzień i dopiero dzisiaj wieczorem się za to zabrałam.
Mam nadzieję, że Mikołajki mieliście udane! Ślę Wam spóźnione: Wszystkiego najlepszego z okazji Mikołajek!
Dostaliście coś ciekawego? ;>